r e k l a m a
Przegląd mediów

Kierowcy walczą z radarami

Na drogach południowo-wschodniej Polski jest największe zagęszczenie masztów na fotoradary.

Jaki jest sposób, by w rozsądnym czasie poniżej 2 godz. przejechać np. z Sanoka do Mielca i nie nazbierać kompletu punktów karnych? Po polskich, również po podkarpackich drogach, można jeździć w miarę szybko i zarazem bezpiecznie. Jest tylko jeden problem. Wszechobecne radary, fotoradary i inne przemyślne urządzenia służące  – zdaniem policji – poprawie bezpieczeństwa na drogach, a tak faktycznie przeznaczone do wyciągania pieniędzy z kieszeni kierowców.

Powiedzmy jasno. Wyciąganie pieniędzy z kieszeni kierowców to nie tylko mandaty za przekroczenie dopuszczalnej, bardzo często bezsensownie niskiej prędkości. Punkty karne mają ten sam cel. Można zmniejszyć ich liczbę na koncie. Trzeba zapłacić 250 zł, wysłuchać pogadanki i ubywa 6 punktów. Jeżeli kierowca ma pecha i jednak przekroczy limit 24 punktów, to musi zapłacić za powtórny egzamin i to na ogół nie raz. Oblać można przecież każdego, a egzaminatorzy mają szczególne oko na tych, którzy stracili prawko za punkty.

Prędkość przyczyną wypadków?

Urzędnicy, którzy wymyślili ten system, twierdzą, że wszystko jest po to, by poprawić bezpieczeństwo na drogach. Policyjne statystyki są tak konstruowane, by udowodnić, że największym problemem na polskich drogach jest nadmierna prędkość.

– To nieprawda – ripostuje Zbigniew Jabłoński, biegły sądowy z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych.  – W tysiącach opinii, które sporządziłem, tylko w około dwudziestu procentach zdarzeń stwierdziłem, że przyczyną wypadku była nadmierna prędkość. Najczęściej w takich zdarzeniach chodziło o naprawdę dużą szybkość, a nie o przekroczenie dopuszczalnej prędkości o dziesięć czy dwadzieścia kilometrów na godzinę.

Policja twierdzi, że prędkość

Dlaczego więc w policyjnych statystykach nadmierna prędkość jest najczęstszą przyczyną wypadków? Policjant na miejscu zdarzenia nie ma możliwości ustalenia faktycznych przyczyn drogowego dramatu. Przede wszystkim zapewnia bezpieczeństwo ruchu w miejscu zdarzenia, zabezpiecza majątek uczestników wypadku, pomaga ofiarom i dokumentuje ślady, na podstawie których biegli później odtworzą bieg zdarzeń i określą przyczyny wypadku.

Policjant musi jednak w notatce służbowej podać wstępnie ustaloną przyczynę wypadku. W odpowiedniej rubryce zaznacza więc nadmierną prędkość, bo to jest najprostsze. Taka informacja trafia do statystyk. Biegli ustalają później faktyczną przyczynę wypadku, ale ta informacja do statystyk nie trafia. Nie ma takiej potrzeby. Urzędnicy nie są zainteresowani prawdziwą sytuacją na drogach. Chodzi tylko o to, by statystyki uzasadniały wydawanie kolejnych pieniędzy na radary, fotoradary, wideorejestratory i najnowocześniejsze lasery.

Niemcy jeżdżą powoli

W zestawieniach przyczyn wypadków na niemieckich drogach nadmierna prędkość jest wskazywana jako przyczyna 17 proc. wypadków. Prawie dwukrotnie częściej, aż 33 proc., przyczyną jest zły stan drogi. Nieodpowiednia szorstkość nawierzchni, zły profil lub nachylenie łuku, złe oznakowanie itd.

W Polsce takich przyczyn w ogóle nie widać w statystykach. Wynikałoby z tego, że Niemcy jeżdżą powoli po złych drogach, a Polacy pędzą na złamanie karku po wspaniałych autostradach. W rzeczywistości jest akurat odwrotnie i to pokazuje, że naszym statystykom sporo brakuje do rzetelności.

Absurdalne ograniczenia

Żeby fotoradarowy system okradania kierowców działał skutecznie, nie wystarczy ustawić urządzenia przy drogach. Trzeba jeszcze zmusić kierowców, by jeździli za szybko i wpadali w elektroniczne pułapki. Każdy wie, jak poradzono sobie z tym problemem. Naustawiano na drogach las znaków absurdalnie ograniczających prędkość. Jeśli na prostym, dobrze widocznym odcinku szerokiej drogi krajowej jest przejście dla pieszych, to na pewno stoi tam „50”.

Nikt oczywiście nie hamuje z 90 km/ godz., by przejechać 100 m z prędkością o połowę mniejszą i znów się rozpędzać. W takich miejscach kierowca ujmuje nieco gaz zwraca uwagę na to, co dzieje się na przejściu oraz w jego pobliżu i jedzie. Fotoradar zbiera żniwo. Podobnych absurdalnych ograniczeń jest wiele.

– W Szwajcarii, gdy jest ograniczenie do „70”, to z większą prędkością jedzie mi się źle – mówi senator Zbigniew Romaszewski. – Tam znaki są dostosowane do rzeczywistych warunków na drodze. U nas w podobnym miejscu stawia się znak „40″. Kierowca jadący zgodnie z rozsądkiem 70 km/godz. płaci mandat.

Desuetudo

Ten łaciński termin prawniczy mówi, że długotrwałe i powszechne niestosowanie się lub nieprzestrzeganie w praktyce określonej normy prawnej skutkuje utratą przez nią mocy obowiązującej.

Starożytni Rzymianie uznawali, że jeśli do jakiegoś przepisu nikt nie chce się stosować, to przepis jest zły. Skoro tak, to nie obowiązuje. Polscy kierowcy wiedzą, że ograniczenia prędkości na naszych drogach są bezsensowne. Szybciej jeżdżą więc wszyscy: senatorowie, posłowie, ministrowie, komendanci policji, wojewodowie itd. Polscy sędziowie nie chcą jednak uznawać mądrych rzymskich reguł prawa i desuetudo jest im obce.

Fotoradarowa wojna

Jak więc radzić sobie na polskich drogach, by dojechać do celu w rozsądnym czasie i nie pójść z torbami? Pomysłowość kierowców jest duża. Jedni zamalowują „oko” fotoradaru i wiedzą, że mogą bezpiecznie jechać do czasu oczyszczenia szybki. Prekursorem tej metody był młody jaślanin. Zemścił się w ten sposób na fotoradarze tamtejszej straży miejskiej. Fotoradar był akurat pod okiem strażnika, który w dodatku biegał szybciej niż „malarz”. Młody człowiek zapłacił więc słono za swoją zemstę.

Jego śladem idą inni kierowcy w całej Polsce, którzy nie tylko zamalowują obiektywy. W różny sposób uszkadzają budki na fotoradary i wiedzą, że jakiś czas w takim miejscu nic nie grozi.

Popularną metodą jest CB-radio. W eterze stale płyną informacje o policyjnych patrolach i pracujących fotoradarach. Kolejny sposób to antyradary, czyli wykrywacze pracy radaru. Współczesne radary i fotoradary pracują jednak na tyle szybko, że antyradary nie zawsze są skuteczne. Wymyślono więc jam mery. To sprytne urządzenie wysyła policyjnemu radarowi wiązkę promieni mylących odczyt. Policyjny sprzęt mierzący wyposażono w systemy wykrywające jam mery i odporne na ich działanie. W odpowiedzi powstały jam mery nowej generacji. Policja pracuje więc nad udoskonaleniem radarów.

Radarowa wojna technologiczna trwa. Kto ją wygra?

Krzysztof Rokosz
Super Nowości

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

5
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
do karolaKarolLUjpłKierowca Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kierowca
Gość
Kierowca

Czytam to i na pewno jest w tym dużo racji lecz dlaczego nikt nigdzie nie poruszy sprawy bezsensownego świecenia świateł w dzień?Przecież przy słonecznej pogodzie mija to się z celem i nie ma żadnego logicznego uzasadnienia!Proszę sobie wejść na stronę Dadrl i dokładnie zapoznać się z zamieszczonymi tam artykułami.Należę do tego Stowarzyszenia i na pewno nie pozwolimy na to aby skandaliczny i szkodliwy wymysł funkcjonował w nieskończoność.Czy to jakiś temat tabu i komu na tym zależy aby to dalej działało?Poczytajcie właśnie tam.

jpł
Gość
jpł

… kierowcy walczą z radarami … a dlaczego nie walczą z głupotą. Jakie prawo taka mądrość. Popatrzcie na tych wybrańców narodu – a teraz jeszcze eurodeputaty – jak tu widzieć normalnie ???

LU
Gość
LU

Bardzo rozsądny artykuł. Może wzbudzi trochę refleksji. Myślę ze już czas aby powstało działanie społeczne do obrony przed absurdalnym bezzasadnym używaniem radarów do wyciągania pieniędzy w imię bezpieczeństwa. I nie chodzi tu o odpuszczanie faktycznym piratom ci przeważnie radzą sobie
Ale na przykład smietnik straży miejskiej już przysła mandaty za prędkość 61km/godz
Może by tak spróbować podjąć społeczną inicjatywę przeciwko wykorzystawaniu tego urządzenia zakupionego za społeczne pieniądze rzekomo do karania piratów drogowych a które obecnie służy do drenowania kieszeni mieszkńców.

Karol
Gość
Karol

Z tymi fotoradarami czy innymi urzędzyniami słuzącymi do wyłapywania rzekomych piratów drogowych to tu chodzi tylko o pieniądze. Moim zdaniem to rządzącym Polską największą troską nie są mądre ustawy ani troska o kierwców czy twozenie lepszej przyszłosci dla Polaków lecz ile da się z nich pieniędzy wycisnąć. Jezeli kierowca powoduje wypadki odpowiednio podnieś mu ubezpiecznienie pojazdu.Dobry kierowca powinien jezdzić szybko i pewnie jezeli uzna ze warunki drogowe są dobre.

do karola
Gość
do karola

Dobry kierowca powinien jezdzić szybko i pewnie jezeli uzna ze warunki drogowe są dobre.

zwłaszcza dobry kierowca motocykla

Close
X