r e k l a m a
Przegląd mediów

„Znają go w Japonii i Ameryce. W Polsce jeszcze nie”

Znalazłem go zupełnie przez przypadek, szukając w necie informacji na temat tegorocznych wydawnictw Nomaka i Nujabesa (które, swoją drogą, rozczarowały mnie przeokrutnie). Kiedy przesłuchałem jego płytę „Peace of Mind”, wydaną przez japońskie Yanase Productions – osłupiałem. Osłupiałem po raz drugi, gdy okazało się, że jej autor jest 21-letnim bitmejkerem z Jasła, który na dzień dzisiejszy jest bardziej rozpoznawalny w Japonii czy w Stanach, niż w Polsce. Nawet jeśli jego album nie przypadnie wam do gustu, koniecznie sprawdźcie zapis naszej rozmowy. Zapewniam was, że ten człowiek już wkrótce dokona rzeczy naprawdę wielkich.
Z Kondorem rozmawiał Filip Rauczyński („Magazyn Hip Hop”).

Gdybym przedstawił cię czytelnikom jako polskiego Nomaka, obraziłbyś się na mnie czy podziękował mi za takie porównanie?

Raczej podziękowałbym. Nomak od zawsze mnie inspirował, jestem jego wielkim fanem. Jest w jego stylu coś, co sprawia, że jego muzyka podoba się każdemu, kto go usłyszy po raz pierwszy. Mój styl nie jest jednak w tak wielkim stopniu podobny do jego, by nazywać mnie polskim Nomakiem.

Niestety, bardzo ciężko będzie ci uniknąć tego typu porównań. Masz zamiar pokornie poddać się takiemu szufladkowaniu czy uważasz je za niesprawiedliwe i z czasem będziesz próbował z tym walczyć?

Wiem, że będzie mi ciężko uniknąć takich porównań, ale postaram się o to, żebym z czasem nie był określany polskim Nomakiem, tylko po prostu Kondorem.

Poza porównaniem do Nomaka typowy polski słuchacz tak naprawdę nie jest w stanie nic więcej o tobie powiedzieć. Nikt nie wie, kim jesteś i skąd się wziąłeś, a w internecie nie znajdziemy o tobie praktycznie żadnych informacji – no, może poza tymi dwoma wywiadami po japońsku (śmiech). Dlatego chciałbym, abyśmy spróbowali teraz stworzyć taką krótką notkę biograficzną, która odpowie naszym czytelnikom na pytanie, kim jest Kondor i co robił przed płytą „Peace of Mind”…

Kondor to 21-letni chłopak z małego miasta Jasła, znajdującego się w województwie podkarpackim. Od 7 lat jeżdżę na deskorolce i głownie dzięki niej poznałem dużo ludzi, którzy wciągnęli mnie w hip hop. Kawałkiem, od którego zaczęła się moja fascynacja hip hopem, był „Full Clip” Gangstarra. Od zawsze moim marzeniem była produkcja bitów, jednak nie wiedziałem, jakie programy są do tego odpowiednie. Obsługi FL-a, na którym do teraz tworzę muzykę, nauczyłem się razem z moim przyjacielem Blazo, z którym tworzyliśmy skład łączący hip hop z elementami beatboxu. Moim idolem od zawsze był 9th Wonder i moje początkowe produkcje były zbliżone stylowo do tego właśnie producenta. Z biegiem czasu poznałem jednak muzykę Nujabesa oraz Nomaka, którzy zainspirowali mnie do tworzenia w tym właśnie stylu.

To teraz powiedz mi, jak to możliwe, że praktycznie nikomu w Polsce nieznany bitmejker z Jasła nagle znajduje się pod skrzydłami japońskiego labelu Yanase i wydaje płytę w Japonii? Kiedy powstawało „Peace of Mind”, wiedziałeś już, że będzie to płyta przeznaczona stricte na rynek japoński? Próbowałeś wcześniej szczęścia w polskich/europejskich wytwórniach?

W momencie, w którym zacząłem robić muzykę, założyłem konto na MySpace, by wrzucać sobie tam na bieżąco nowe kawałki. Robię muzykę już od ok. 3-4 lat, ale nigdy nie myślałem o tym, że mógłbym wydać płytę, bo wydawało mi się, że to, co robię, w ogóle się do tego nie nadaje. Z tego powodu coś takiego, jak rozmowy z wytwórniami, nie wchodziło nawet w grę. Pewnego dnia wpadłem na pomysł, aby zrobić swojej dziewczynie prezent na urodziny w postaci płyty. Kolega zrobił mi grafikę, którą planowałem wypalić na płytę. W między czasie dostałem wiadomość na MySpace od Philipa Potza, który reprezentował Yanase jako tłumacz. Zaproponowano mi kontrakt, który oferował mi możliwość wydania albumu w przyszłości. Wysłałem im ten gotowy materiał, który miał być dla dziewczyny, a oni postanowili go wydać. Nie wiem, jakim cudem mnie znaleźli na MySpace, ale w ten dzień moje szczęście sięgało zenitu.

Zapewne doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że Japończycy na ogół mają bardzo specyficzny gust – szczególnie jeśli chodzi muzykę. Nie bałeś się tego, jak przyjmie się u nich „Peace of Mind”? Dotarły już do ciebie jakieś opinie, recenzje – jak płyta się podoba?

Wystarczy ciekawa melodia z bitem i już im się to podoba, więc pod tym względem Japończycy nie są zbytnio wymagający. Wiedziałem, że to mój debiutancki album, i nie spodziewałem się nie wiadomo czego. Potem przeczytałem recenzję „Peace of Mind” w internetowym „The Find Magazine”, gdzie mój album uzyskał notę 7,5/10. Było kilka miłych słów, ale również zostały mi powytykane błędy, z czego się bardzo cieszyłem, ponieważ dało mi to do myślenia i wiedziałem, co mam poprawić w przyszłości.

A jak ci się żyje ze świadomością, że na dzień dzisiejszy więcej osób kojarzy cię w Japonii czy w Stanach niż w Polsce? To musi być mega dziwne uczucie…

No, z tym jest ciekawie, bo nawet na niektórych polskich stronach, gdzie moja płyta jest do ściągnięcia, widnieje podpis: „Album japońskiego artysty” (śmiech), więc ludzie w gruncie rzeczy sami nie wiedzą, jakiej narodowości jestem. Jedno było pewne – z takim rodzajem muzyki nie miałbym szans dojść do czegokolwiek w Polsce, bo tutaj mało kto zna ten styl. Nie byłoby na to popytu. Dziwne uczucie wiedzieć, że jest się znanym na świecie, a nie we własnym kraju…

No właśnie – tworzący muzykę elektroniczną Robert M czy death metalowy zespół Behemoth to bardzo aktualne przykłady na to, że najpierw trzeba zostać docenionym na świecie, by móc zostać docenionym w Polsce. Myślisz, że z tobą może być podobnie, jeśli chodzi o polskie środowisko hiphopowe/alternatywne?

Tak, myślę że jestem teraz w podobnej sytuacji. Polscy słuchacze są bardzo wymagający, no a fakt faktem, jeżeli chodzi o docenienie w Polsce, to nie mam jeszcze za bardzo o czym mówić. To zależy, czy ludzie w Polsce są otwarci na muzykę, którą tworzę.

No tak, ale popatrz – twoją płytę wydaje japoński label, co niewątpliwie na rodzimej scenie jest wydarzeniem cholernie ważnym, w pewnym sensie nawet przełomowym. Ty sam jednak zdajesz się na ten temat milczeć – nie chwalisz się, nie wrzucasz newsów na znane portale, w żaden sposób nie reklamujesz swojej płyty w Polsce… Dlaczego? Postępując w ten sposób, tym bardziej nie dowiesz się, czy ludzie w Polsce są otwarci na twoją muzykę.

Nie lubię się chwalić. Mogłaby to być wystarczająca odpowiedź, ale dodam, że nawet moi znajomi z rodzinnego miasta mi po prostu nie wierzą i się śmieją, że opowiadam jakieś bajki (śmiech). Ogólnie nie chciałem się tym wszystkim chwalić. A w sumie to po co reklamować album, skoro i tak w Polsce nikt mnie nie kojarzy?

No tak, ale przecież mogłoby się to zmienić, gdyby udało ci się sprowadzić ten album do Polski. Czy są na to jakiekolwiek szanse? Z tego co się orientuję, na dzień dzisiejszy twoją płytę można zdobyć tylko i wyłącznie na terenie Japonii.

Naprawdę marzę o tym, żeby kiedyś mój album był dostępny w Polsce. Jednak to zależy tylko i wyłącznie od dystrybutora. Aczkolwiek wydaje mi się, że póki co nie będzie takiej możliwości. Jeśli będę wiedział coś więcej na ten temat, na pewno dam znać.

Twój wydawca raczej nie będzie w stanie zrozumieć ani jednego słowa z tego wywiadu, dlatego możesz być ze mną zupełnie szczery (śmiech). Jak ci się układa współpraca z ludźmi z Yanase? Nie przeraża cię trochę fakt, że będąc w Polsce, nie masz praktycznie żadnej kontroli nad tym, co dzieje się z materiałem? Przecież wydawca bardzo łatwo może cię oszukać, a ty nawet nie będziesz o tym wiedział. Śpisz spokojnie?

Początkowo ludzie z Yanase byli dla mnie bogami i na nic nie patrzyłem, nic mnie nie obchodziło, tylko na wszystko ładnie się zgadzałem. Teraz jednak w kwestii nowej płyty mamy rozbieżne poglądy i troszkę ciężko nam dojść do porozumienia. Racja, nie mam żadnej kontroli nad materiałem, ale nie przeraża mnie to. Mam zaufanie do Yanase między innymi przez wzgląd na wymienionego wcześniej Philipa Potza, który jest naprawdę zdolnym i świetnym człowiekiem.

A już pomijając różnice poglądów między tobą a Yanase – Japończycy wyrazili chęć kontynuowania współpracy czy na „Peace of Mind” wasza współpraca się kończy?

W moim kontrakcie byłem zobowiązany do wydania jednego albumu. Widniał jednak podpunkt, że istnieje możliwość wydania następnej płyty, ale do tego już nie byłem zobowiązany i na pierwszym albumie mógłbym zaprzestać. Póki co mam 3-letni kontrakt i w tym czasie mogę i chcę wydać tyle albumów, ile będę w stanie zrobić

Słuchając płyty, odniosłem wrażenie, że podobnie jak Noon (który – tak na marginesie – swój debiutancki album wydał w Holandii) nie bardzo utożsamiasz się z hip hopem i z całą tą jego otoczką. Czy bardzo bym się pomylił, mówiąc, że hip hop to dla ciebie jedynie muzyka, z której czerpiesz inspiracje?

Jest to trochę skomplikowane. Hip hop nie jest dla mnie jedynie muzyką – żyję hip hopem i słucham go przez większość mojego dnia. Spacer, deska, nauka… Jednak jeśli chodzi o całą jego otoczkę, to racja – nie utożsamiam się, bo tak naprawdę nie mam z kim. Nie ma w Polsce większej ilości twórców nurtu, w którym tworzę, a moja muzyka nie całkiem pasuje do tworzonego w Polsce rapu.

To jeszcze wracając do naszego „nieszczęsnego” Nomaka czy dobrze znanego ci Nujabesa – jak zapatrujesz się na współpracę z raperami, którą obaj panowie już jakiś czas temu zaliczyli na swoich płytach? Masz w planach zrobić coś podobnego czy najzwyczajniej pominiesz ten etap?

Drugi album miał być z raperami, ale materiał bardziej pasuje na instrumental. W przyszłości oczywiście mam zamiar współpracować z raperami. Z niektórymi nawiązałem już kontakt i byli chętni, by coś nagrać pod moje bity – są to m.in. Funky DL, CL aka Chaotic Lynx, Nieve, Theory Hazit, Just J z grupy 1773, Saleem z grupy Music Lovers…

Niewątpliwie jednym z problemów, z którymi już od jakiegoś czasu boryka się Nomak, jest rutyna. Chyba najdobitniej pokazała to jego ostatnia płyta „Musiq and Foto”. Nie boisz się, że z tobą już wkrótce może być podobnie? Utwór „A Calmness Point of View” zapowiadający kolejny album to w zasadzie kultywowanie tego, co mogliśmy usłyszeć na „Peace of Mind”. Jaki zatem będzie nowy krążek?

Rzeczywiście, albumu „Musiq and Foto” nie można zaliczyć do najlepszych w dyskografii Nomaka. Mam jednak nadzieję, że to nie będzie początek jego końca. Szczerze, to też się delikatnie obawiam, jak mój drugi album zostanie przyjęty w Japonii, zwłaszcza że będzie trochę inny od debiutanckiego. Myślę jednak, że to będzie zmiana na lepsze, ponieważ album „Peace of Body” będzie mniej monotonny i bardziej melodyjny niż „Peace of Mind”.

Skoro już o tym wspomniałeś, powiedz – co jest dla ciebie najważniejsze kiedy tworzysz dany utwór? Stworzenie dobrej, wpadającej w ucho kompozycji czy nafaszerowanie utworu emocjami, swoistą melancholią? Wspomniany już utwór „A Calmness Point of View” zdaje się być doskonałym połączeniem i jednego, i drugiego, chyba jednak sam przyznasz, że proporcje na „Peace of Mind” nie są już tak dobrze wywarzone…

Najważniejsze jest natchnienie, wena, dobry sampel i… przez kilka godzin nie odrywam się od komputera. Wpadam w pewnego rodzaju trans i nie można mi przeszkadzać. Bardzo się cieszę, że utwór „A Calmness Point of View” tak się podoba. Co do albumu „Peace of Mind” – wiele bym w nim zmienił, teraz dopiero widzę, jak wiele było niedogodności, no ale cóż, czasu nie cofnę, a był to przecież mój debiut.

Podium twoich muzycznych inspiracji już znamy, ale nawiązując jeszcze do klimatu i charakteru kompozycji, powiedz mi taką rzecz – dlaczego Nomak, Nujabes czy Uyama Hiroto, a nie na przykład DJ Krush?

Nomak, Nujabes oraz Uyama Hiroto mają w swoich utworach „to coś”, mnóstwo emocji, uczuć, człowiek po prostu zagłębia się w refleksjach – coś niesamowitego. DJ Krush ma troszkę mocniejszy styl.

No dobrze, a co z samą kulturą Kraju Kwitnącej Wiśni – czy w jakiś sposób cię inspiruje? Dane ci było kiedykolwiek odwiedzić Japonię?

Moim marzeniem jest podróż do Japonii. Ten kraj jest wyjątkowy pod wieloma względami: mentalność ludzi, rozwój techniczny, kultura, muzyka, którą kocham i wiele, wiele innych czynników, które mnie interesują, znajdują się w tym przepięknym kraju.

To chyba już wszystko, o co chciałem cię zapytać. Dzięki wielkie za poświęcenie czasu, życzę kolejnych, równie spektakularnych sukcesów i oczywiście upragnionej podróży do Japonii!

Bardzo dziękuję za chęć przeprowadzenia ze mną wywiadu. Jest to mój pierwszy polski wywiad i tym bardziej czuję się zaszczycony. Do usłyszenia!

Magazyn Hip Hop

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
pepe Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
pepe
Gość
pepe

szkoda, ze w całym wywiadzie nie podano z imienia i nazwiska tego młodego talentu z Jasła, a to przecież Konrad Gogosz:) Pozdrawiam Kondzio, tak trzymaj!

Close
X