Przegląd mediów

Zagrożenie wojny jest zawsze realne

Po atakach Iranu na amerykańskie bazy wojskowe świat wstrzymał oddech, obawiając się wielkiego konfliktu. W środę prezydent Donald Trump oświadczył, że nie będzie odwetu ze strony USA. Sytuacja nadal jest jednak napięta. Z dr. Maciejem Milczanowskim, ekspertem ds. bezpieczeństwa z Uniwersytetu Rzeszowskiego, rozmawiamy o tym, dlaczego polscy żołnierze pozostali w Iraku, czy wojna jest dziś możliwa, a także, jakie mogą być jej skutki.

– Czy polscy żołnierze są dziś bezpieczni w Iraku?
– Nie są bezpieczni, ale rola żołnierzy jest taka, żeby radzić sobie w niebezpieczeństwie. Po to są szkoleni i na to są przygotowywani. Gdyby mieli być zawsze bezpieczni, wojsko nie byłoby nam potrzebne. Wśród ludzi, których nasi żołnierze szkolą, albo mają z nimi kontakty, na pewno są wpływy irańskie, ludzie, którzy nie zgadzają się z polityką zachodnią. Wiadomo, że w takiej sytuacji mogą pojawiać się zagrożenia. Żołnierze na pewno są tego świadomi i wiedzą, jak sobie radzić.

– Kolejne kraje wycofują swoich żołnierzy z Iraku. Polska nie powinna postąpić tak samo?
– Nie. Uważam, że zobowiązania sojusznicze są ważne. Nie powinniśmy wychodzić w stylu hiszpańskim – wycofywać się po ostrzale czy pogróżkach. Przypomnijmy, że w 2004 r. Hiszpanie zrobili to dlatego, że doszło do zamachu terrorystycznego na terytorium ich państwa. Wycofywali się tak gwałtownie, że powodowało to duży niesmak wśród innych sił koalicyjnych. Uważam, że nasi żołnierze nie powinni w taki sposób opuszczać Iraku. Jeżeli w ramach współpracy NATO-wskiej zostanie uznane, że trzeba się wycofać, to należy to zrobić, ale to nie może być ucieczka jednego z sojuszników. Po co byłoby nam wojsko, gdyby w sytuacji ostrzału „dało nogę”?

– Mówiąc wprost, to nie narażanie życia, ale profesjonalizm?
– Absolutnie tak. Jak najbardziej należy wycofać albo zwiększyć ochronę personelu cywilnego. Natomiast wojsko jest po to, żeby pełnić konkretną rolę w strefach konfliktu, chyba że dochodzi do sytuacji, kiedy parlament iracki poprosił o opuszczenie Iraku przez siły koalicyjne. Uważam, że siły koalicyjne powinny wspólnie podjąć decyzję o wycofaniu się, skoro Irakijczycy tego właśnie oczekują.

– Atak Irańczyków na amerykańskie bazy mógł mieć dużo większą siłę rażenia niż miał. Żołnierze mieli też czas na to, żeby się schronić. Jaki więc był cel Iranu?
– Przypomnijmy sobie atak amerykański w Syrii po rzekomym zaatakowaniu przez Baszara Al-Assada wioski za pomocą gazów bojowych. Nie było do końca jasne, kto zaatakował. To mogła być prowokacja. Donald Trump podjął decyzję o ataku rakietowym na bazę syryjską. Nikt jednak nie ucierpiał. Zniszczono tylko kilka obiektów infrastruktury. Tutaj wyglądało to identycznie. Dali sygnał, że będą atakować. Ludzie zdążyli się schronić lub ewakuować, a rakiety spadły na bazę tak, że nikt nie poniósł śmierci, ani nawet ran. To oczywiście nie jest przypadek. Nie da się tak ostrzelać bazy – w zmasowanym ataku – żeby nie było rannych. Wydaje mi się, że to było pokazanie furtki. Irańczycy ostrzelali Amerykanów, zemścili się, na użytek wewnętrzny nagłośnili propagandę, że zginęło 80 „terrorystów amerykańskich”, a kolejny ruch należy do Trumpa. Ma furtkę wyjścia z tego konfliktu. Po jego oświadczeniu możemy przypuszczać, że nie będzie eskalacji.

Przeczytaj pełny tekst artykułu w papierowym wydaniu Super Nowości.

Rozmawiała Wioletta Kruk

Tagi
Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Close
X