Przegląd mediów

50 lat oddanych Bogu

Kiedy niespełna 7-letni Janek postanowił zostać ministrantem, nawet przez myśl mu nie przeszło, że jego służba będzie trwała aż 50 lat

Pod koniec lat pięćdziesiątych mały Jan Paweł Łucki zaczął służyć do mszy świętej w kościele oo. franciszkanów w Jaśle, który mieścił się wówczas przy ulicy Mickiewicza. Dzisiaj znajduje się tam przychodnia lekarska. Tam mały Janek uczył się ministrantury po łacinie i rozpoczynał swoją służbę Panu Bogu.

50 lat oddanych Bogu(kliknij aby powiększyć)

– Wtedy to nawet przez myśl mi nie przeszło, że moja droga ministrancka będzie tak długa, bogata i trwać będzie nieprzerwanie do dnia dzisiejszego. Na początku była to ciekawość, która przeradzała się w potrzebę bycia przed ołtarzem, zarówno duchem jak i ciałem. Ale tego nie da się w żaden sposób zaszufladkować ani dookreślić. To jest w człowieku i nie dzieje się samo od siebie. Całe moje życie to moje decyzje, a moje postępowanie jest ich wypadkową – mówi Jan Paweł Łucki, który od 50 lat służy do mszy świętej w kościele oo. franciszkanów w Jaśle.
Do kościoła miał niedaleko, mieszkał w bloku przy ul. Słowackiego 3. – Za kościołem znajdował się ogród ze słynną żelazną bramą, prowadzony przez br. Józefa, franciszkanina, w którym mieszkańcy Jasła zaopatrywali się w owoce i warzywa. Dzisiaj na tym terenie stoją bloki mieszkalne, w jednym z nich mieszkam wraz z moją rodziną – dodaje ministrant.
Na początku jego posługa w czasie mszy świętej nie była zbytnio regularna. Dopiero z czasem poczuł, że to jego wewnętrzna potrzeba, a wtedy posługa stała się odpowiedzialna i bardziej konsekwentna.

Problemy z dzwonieniem

U jasielskich franciszkanów zdobywał poszczególne tajniki posługiwania. Najpierw ministrantura odmawiana po łacinie, później już po polsku. – Samo nauczenie się tekstu, jego prawidłowa wymowa były dla nas, ludzi bardzo młodych nie lada wyzwaniem. Przecież nie umieliśmy jeszcze czytać – mówi pan Jan. Ministrantury pomagali uczyć się rodzice i ojcowie franciszkanie, wyznaczeni opiekunowie ministrantów. – A ile problemów sprawiało nam dzwonienie podczas mszy świętej. Cały ceremoniał obejmujący ilość uderzeń, ich ciągłość, rodzaje dzwonków, kołatki – wspomina z uśmiechem. W tamtych latach posługiwanie do mszy świętej odbywało się „plecami” do wiernych.

Skupieni wokół franciszkanów

Pan Jan odkąd pamięta, do franciszkanów garnęli zawsze zarówno ludzie młodzi jak i dzieci. U nich też było zawsze najliczniejsze grono ministrantów. – Ale zawsze było to zasługą samych franciszkanów, klimatu tworzonego przez nich. Tak jest do dzisiaj – zaznacza ministrant.
W latach siedemdziesiątych grupa ludzi młodych – ministrantów i kandydatów dochodziła nawet do trzystu. To tutaj, już w nowej świątyni przy ulicy Szopena, aby podnieść rangę posługujących ministrantów, a przede wszystkim rangę samej posługi wyłoniona została tzw. grupa „purpuratów” tj. ministrantów, którzy na okolicznościowe święta i mszę młodzieżową odprawianą w każdą niedzielę i święta o godz. 9.00 miała prawo noszenia tuniki purpurowej, komeżki i złotego krzyża. – To w tamtym okresie zostałem lektorem ministrantem mającym prawo czytania Pisma św. i z przywileju tego z wielkim zaszczytem korzystam do dnia dzisiejszego – mówi pan Jan.

Brać posługująca do mszy św. to ministranci i kandydaci na ministrantów, oraz lektorzy. Każda z tych grup ma swoje wydzielone zadania uzależnione od rodzaju posługi, święta, uroczystości. – Nie ma tu przypadkowości, zadania przydzielone zostają wcześniej, przed mszą św. A obsługujący ją, czynności swoje wykonują z należytą starannością i dostojeństwem – stwierdza.

Szczegóły w numerze – strona 19.

Marzena Miśkiewicz
Nowe Podkarpacie

Tagi
Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x
Close
X